Zmieniam ładne życie na dobre

O zmianach myślałam od dawna. Marzył mi się Berlin, wyszedł Wrocław. Decyzję o przeprowadzce podjęłam w 48h. 

Potrzeba nowego łapała mnie co noc od kilku dobrych miesięcy. Przychodzi taki moment, że wiesz, że już nie możesz tego uciszać i tłamsić. Czujesz, że wszystko wewnątrz nawołuje. To posłuchałam.

Krople drążyły skałę – a raczej moją głowę i serce. Małe sygnały, duże znaki zapytania. Tak jak wtedy, w niedzielny poranek podczas upalnego lata w stolicy. Usiadłam na ławce pod PKiNem i wystawiałam twarz do słońca. Wcale nie cieszyłam się na nadchodzący poniedziałek. W ogóle na mało rzeczy się cieszyłam w tamte wakacje. Wtedy też pojawiło się pytanie, które zmieniło moją perspektywę.

„Co jeśli wcale nie musisz brać udziału w tym wyścigu?”

 

W Warszawie łatwo o brokat i highlighty. Ciężko z kolei uciec przed FOMO – chęcią bycia wszędzie. Nowa kawiarnia? Już pędzę. Wystawa? Kupuje bilety! W ostatecznym rozrachunku łatwo złapać zadyszkę. Szczęśliwi ci, którzy nauczyli się w tym mieście odpoczywać.

Nie mam też wątpliwości, że żadne miasto w Polsce nie da ci takich możliwości rozwoju. Wskakujesz w swoją najlepszą kieckę i podbijasz świat. Tak to się robi. To właśnie w stolicy spełniłam moje marzenie, żeby utrzymywać się z pisania. 

To nielogiczne odchodzić z jednej z najlepszych warszawskich agencji reklamowych. To nierozsądne zostawiać przyjaciół. A może najzwyczajniej w świecie nie zawsze chodzi o logikę i walkę na argumenty.

To zupełnie nowy etap. Zmiana pytania „co powinnam?” na „na co właściwie mam ochotę?”.

Kocham cię Warszawo, ale musimy się rozstać. To nie twoja wina, to ja. Zostańmy przyjaciółmi. 

 

Wrocław okazał się być dobry. Bardzo dobry. Przyniósł ze sobą sporo rewolucji i głęboki oddech. Jeśli Warszawa to komunikat ‚ubieraj obcasy, idziemy pić kolorowe drinki’ to Wrocław to ‚upiekłam ciasto, wskakuj w dres i wpadaj’. To miasto jest jak ciepły koc i kubek kakao po dniu spędzonym w deszczowej aurze. Czuję, jakbym wykupiła turnus w sanatorium. Spaceruje zamiast gonić, czytam książki, chodzę do kina. Dobrze mi tu. 

 

Uśmiecham się, gdy słyszę pytanie ‚kiedy wracasz do Warszawy?’, przemilczam komentarz ‚zaraz się znudzisz małym miastem i do nas wrócisz’. Wyjątkowo komfortowo czuję się nie wiedząc. Odkrywam, że paniczny lęk o przyszłość jest passe. 

Może wrócę za rok, stęskniona za smogiem i dzikim tempem życia. 

Może faktycznie zacznę parzyć kawę w Berlinie. 

A może zakocham się we Wrocławiu i nic mnie już stąd nie ruszy. 

 

Dobrze jest czasem nie mieć planu. Pozwolić, żeby działy się rzeczy. Cieszyć się dzisiejszą kawą i nie myśleć o tym, gdzie wypije się kolejną. 

Podziel się!

Podobne artykuły