Wera, ufam Tobie

Moje życie jest w moich rękach. To najbardziej uwalniająca i przygnębiająca myśl w tym samym momencie. 

 

Mogę wyjechać, zostać, przeprowadzić się i wrócić. 

Mogę założyć własną firmę, zamknąć ją, zatrudnić się, zwolnić, zmienić branżę i zacząć parzyć kawę. 

Mogę spotykać się z wysokim brunetem i niskim blondynem, mogę użyć magicznej aplikacji i sparować się na każdy wieczór z innym chłopakiem. 

Mogę wszystko.

 

Moje życie jest w moich rękach. To niezwykle uwalniające. To niezwykle przytłaczające. 

 

Gubi mnie, gubi nas, wolność wyboru. Uczucie, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki doprowadza do momentu, w którym stale podważam. Czy to był dobry wybór? Czy mogłam zdecydować lepiej? Czemu nie wybrałam tamtej opcji? Czy powinnam była sięgnąć po coś innego? I tak na okrągło. 

 

Coraz trudniej się cieszyć. Bo jak się cieszyć, skoro na wystawie stoi dziesięć innych ciast? Może powinnam była wybrać czekoladowe? Czy po pierwszym kęsie jabłecznika nie pożałuję, że nie sięgnęłam po bezę? 

 

Uczę się ufać sobie i swojej intuicji. Wierzyć w to, że w danym momencie była to dla mnie najlepsza decyzja. Wierzyć w to, że nie sabotuję swojego życia. 

 

Kocham dzienniki. Nie tylko dlatego, że rozwijają warsztat pisarski. Są zbawienne, gdy pamięć płata figle. A robi to regularnie. Rozwiewają wątpliwości, gdy już nie pamiętam dlaczego nie wybrałam tamtej ścieżki. Ratują mnie, gdy podważam swoje wybory i brakuje mi zrozumienia, czemu jednak nie sięgnęłam po coś, co dziś wydaje się być tak atrakcyjne. Właściwa perspektywa potrafi wiele zmienić. Wszystko. 

 

Uczę się nakładać sobie klapki na oczy. Oczy, przed którymi wciąż i wciąż pojawiają się lepsze opcje. Tu zarobiłabym więcej. Ten jest przystojniejszy. Tam żyłoby się lżej. Tasowanie się nie kończy. Może czas najwyższy nauczyć się grać swoimi kartami? Przecież nikt nie włożył mi ich przypadkowo do ręki. Wybrałam je sama. Nie raz i nie dwa. 

 

Wierzę w okazje, które zmieniają życie. W okazje nie do odrzucenia. W te, które są jak trampolina i przenoszą nas o kilka pięter wyżej. Uczę się odróżniać je od fanaberii. Od emocjonalnych zawirowań, które podsuwają dziwne scenariusze. Od zazdrości. Od udowadnia światu, jaka jestem niezniszczalna. Od udowadniania sobie, że mogę wszystko. Wiem, że możesz. 

 

Wierzę w intuicję. W to, że mimo tego pogubienia, jesteśmy duzi i mądrzy. Wierzę, że jest Bóg na niebie, który zamyka i otwiera drzwi. Uczę się być wierna swoim wyborom. Uczę się nie rozglądać się na boki. Zakładam klapki na oczy i idę drogą, którą wybrałam. 

Wera, ufam Tobie.

 

Podziel się!

Podobne artykuły