Umysły ostre jak brzytwy, nogi do nieba

Wchodzi na scenę, a ja otwieram popcorn. Jeszcze nie zdążyła wypowiedzieć pierwszego zdania, a ja już zdążyłam zlustrować jej figurę i makijaż. Czerwone paznokcie, które rzucają się w oczy. Oko chyba zbyt mocno pomalowane. Włosy w lekkim nieładzie. Za to spodnie idealnie opięte na krągłościach jej ciała. Ile dokładnie ma lat? Jeśli jest koło 40-stki to świetnie się trzyma. Co kryje się pod jej idealnie dobranym strojem? Jędrne ciało, którego pozazdrościłaby niejedna nastolatka?

 Mija kilka minut, a ja dopiero zaczynam wsłuchiwać się w treść.

Czy mi się wydaje, czy w dziwny sposób akcentuje wybrane słowa? 

I te emocje. Są zbędne. 

Mogłaby się skupić na treści. 

Przejść do sedna. 

Jak facet. 

 

KARMA WRACA

Regularnie, w niedzielne poranki, zdarza mi się przemawiać ze sceny do większej grupy osób. Ale cała historia nie zaczyna się w niedzielę o 10 rano. Walka odbywa się w sobotni wieczór. Walka, której w takiej mierze nie doświadczają konferansjerzy płci męskiej. Czas, w którym mogłabym się skupić na dopracowaniu przesłania, poświęcam na gimnastykę przed szafą. 

Jeśli zbytnio się wystroję to może być znak, że ukrywam swój brak kompetencji. Jeśli włożę coś unisexowego, pomyślą, że mam problem ze swoją fizycznością. 

Za krótka? Za obcisła? Zbyt wyzywająca? Za czarna? Zbyt prześwitująca? Zbyt modna? Za bardzo? Za mało? 

Tylko, żeby nie przesadzić. Żeby tylko nikogo nie urazić. 

 

Najpierw mnie widzą czy słyszą?

Skupiają się na wypowiadanych przeze mnie słowach czy na krągłościach mojego ciała?

Wpadają w zadumę nad zdaniami, które padają z moich ust czy nad ich kolorem?

Uśmiech na twarzach budzą anegdoty czy urocze dołeczki w policzkach?  

 

Powiesz – przesadzasz. Chciałabym. 

Przestałam się już łudzić, że kobiece ciało jest traktowane na równi z męskim. Zostało tak bardzo zseksualizowane, że pewne rzeczy wydarzają się nieświadomie. 

 

Wiesz, co usłyszała od prowadzącego kobieta z pierwszej części artykułu po pół godzinnym wystąpieniu? 

Że jest wyjątkowo ładna. 

Czy to miłe? Moim zdaniem nie na miejscu. 

Czy to właściwe podsumowanie trzydziestu minut działania mózgu na najwyższych obrotach? Komplement skupiony na ładnej buzi i zgrabnych nogach? Właściwszy byłyby ten dotyczące inetelektu, bystrości umysłu i swobody przemówień publicznych. 

Jak to działa, że na samą myśl o odwróceniu ról prychamy pod nosem? Skwitowanie wykładu profesora – “świetnie prezentował się Pan w tej koszuli”. Podsumowanie prezentacji dyrektora – “naprawdę rewelacyjna fryzura”. A może na koniec wystąpienia klienckiego – “przepraszam, nie mogliśmy się skupić, bo jest Pan tak uroczy”. 

W drugą stronę? Codzienność.

Kiedy ostatnio natknąłeś się na nagłówek “Najgorętsi mężowie siatkarek”? A na ten o “ponętnych żonach”? Kwadrans temu?  

 

Czy to znaczy, że “babom przewraca się w głowach i już nie można im powiedzieć komplementu?”. Nic z tych rzeczy. Nadal je uwielbiamy. Po prostu łatwiej się nimi cieszyć, kiedy są osadzone we właściwym kontekście i czasie. Tylko tyle i aż tyle. Jakże miło by było poczuć, że w czasie, gdy kartą jest intelekt, punkty w rubryce nie są przyznawane za zgrabne nogi.

 

 

/Grafikę do artykułu przygotowała Joanna Plizga

https://www.instagram.com/joannaplizga/
Podziel się!

Podobne artykuły