Sztuka odpuszczania

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie - po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?

Do Warszawy przyjechałam cztery lata temu. Miałam w portfelu kilka stówek na pierwszy czynsz i bardzo niejasną wizję przeszłości. Znałam dwie osoby na krzyż, a w głowie miałam marzenia, które mnie totalnie przerastały. Teraz wiem, że właśnie o to w nich chodzi.

Na własne życzenie byłam zdana sama na siebie. Nikt nie wyrzucił mnie z domu. Może nawet trochę chcieli mnie jeszcze w nim zatrzymać.

Potrzebowałam coś udowodnić światu. Może po prostu sobie samej.

I udowodniłam. Nie chodziłam głodna, miałam gdzie spać, miałam pracę. W wyniku wielu sytuacji ukształtowało się we mnie poczucie, że zawsze sobie poradzę. To komfortowe, mieć tą świadomość, że jak zacisnę zęby to mogę wszystko.

Pracować za dużo, spać za mało. Superbohaterka.

 

Z czasem trochę zaczął ciążyć mi ten order. Silna, niezależna – to komplement czy obelga?

 

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie – po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?

Chcesz mnie odwieźć? Daj spokój, wezmę ubera. Wniesiesz walizkę? Nie fatyguj się, napnę bicka i sama to zrobię. Mam dać znać, jak dotrę? Przecież setki razy wracałam po nocy do domu. 

 

Podczas ostatniej wizyty w domu, coś we mnie pękło. Kiedy wyszłam z siłowni, na zewnątrz rozpętał się armagedon. Ulewa, wiatr, a po środku tego ja w dresie. Nałożyłam kaptur i ruszyłam. Weszłam do domu przemoczona do suchej nitki, a w oczach domowników zobaczyłam niedowierzanie. Serio, przyszłaś w tę burzę? Czemu po mnie nie zadzwoniłaś? Przecież podjechałbym po ciebie.

A ja nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że tak bardzo przyzwyczaiłam się do ogarniania wszystkiego, że zapominam, że ktoś może mi pomóc. Zapominam, że ktoś może mieć przyjemność z dbania o mnie.

 

Sztuka odpuszczania to nie jest historia o tym czy dasz radę. Dasz radę. Zawsze dajesz radę.

Sztuka odpuszczania to umiejętność robienia przestrzeni w życiu. Powiedzenia drugiej osobie: pozwalam Ci się mną zaopiekować. Pozwalam Ci otworzyć ten słoik, wcale nie muszę się z nim mocować sama.

 

Myślę o tym w kontekście relacji damsko-męskich. O momencie, w którym świadomie podejmujesz decyzje, że pokażesz słabość. Nie dlatego, że rozpaczliwie potrzebujesz wsparcia i nie radzisz sobie bez mężczyzny. To lekcja o zaufaniu – zdejmuje przy Tobie moją odznakę superbohaterki i daję Ci przestrzeń, żebyś mógł się mną zaopiekować. Pozwalam Ci zrobić to za mnie. Dla mnie. Pozwalam sobie być od Ciebie zależną.

 

To trudne, tak po prostu odpuścić.

To chyba całkiem miłe, kiedy pozwolisz komuś się sobą zająć.

Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.