Strachy w mojej głowie

Zastanawiałeś się kiedyś na tym co czuje Stephen King, kiedy dostaje informacje o tym, że jego kolejna książka stała się bestsellerem? Jakie uczucia towarzyszą aktorom, którzy odbierają Oscara? Czy muzycy, którzy są na szczytach list przebojów czują się spełnieni? 

Czy istnieje taka granica, za którą człowiek faktycznie jest zadowolony z tego co robi? Czy tych wybitnych łapie jeszcze lęk przed tym, że ludzie nie zrozumieją tego, co chcieli przekazać? Czy czują, że dając cząstkę siebie to trochę tak, jakby stawali przed ludźmi nago i prosili, żeby na nich napluć? 

 

A co jeśli tak naprawdę każdy z nas się boi? Może po prostu niektórzy posiedli umiejętność działania ponad tym lękiem. Nie zabili go w sobie, działają pomimo. 

Może czasem trzeba być trochę bardziej niż się jest. Pocwaniakować samemu przed sobą. Stanąć przed lustrem i z całą stanowczością zgnieść w swojej głowie głosy, które nie pozwalają pobiec dalej. 

 

FAKE IT TILL YOU MAKE IT. Lubię to hasło. To trochę zaproszenie do gry. Do ubierania maski, często przed samym sobą. Kto wie, może głównie przed sobą. Łatwiej byłoby zrzucić odpowiedzialność na innych. Coś w stylu ‚rodzice zawsze podcinali mi skrzydła’ albo ‚przyjaciele nigdy we mnie nie wierzyli’. Niestety – prawda jest taka, że najczęściej my sami jesteśmy głównym hamulcem swojego rozwoju. 

 

Chciałabym być zawsze dumna z tego pod czym się podpisuje. Podnosić wysoko głowę i mówić ‚tak, ładne życie to ja’. Czasami podnoszę. Czasami też najeżdżam kursorem myszki na przycisk ‚usuń blog’ i muszę przypominać sobie dlaczego to robię, żeby jednym kliknięciem wszystkiego nie usunąć. Bywa i tak, że wewnętrznie kulę się na reakcje pod artykułami. Wyobrażam sobie krytyków w wygodnych fotelach, którzy z ironicznym uśmieszkiem podglądają moje kolejne działania. I szczerze, śmiem wątpić, że pozbędę się tych emocji nawet wtedy, gdy zagoszczę w rankingu popularnych blogerów. 

Co jeśli każdy czasem myśli, że jest totalnym głupcem? Wraca do domu i analizuje każde wypowiedziane słowo.

Co jeśli każdy z nas dusi w sobie wiele niewypowiedzianych słów, bo panicznie boi się odrzucenia?

Co jeśli każdy ma ciarki na myśl o odsłonięciu kart? 

 

Może czas najwyższy zacząć bardziej bać się tego co może nas ominąć, jeśli w porę nie ujarzmimy swoich lęków. Bać się tego, że przyjdzie dzień, w którym z pogardą spojrzymy na siebie w lustrze. Przestaniemy się szanować za to, że nie znaleźliśmy odwagi, żeby zawalczyć o to co dla nas ważne. 

 

Może to wszystko gra. I wcale nie chodzi w niej o to, żeby przestać się bać. Chodzi o to, żeby stanąć ponad tymi emocjami i sięgać po rzeczy na myśl, o których szybciej bije serce. 

Podziel się!

Podobne artykuły