SELF LOVE CLUB

Jest tylko jedna rzecz w Warszawie, która smuci mnie bardziej niż ceny wynajmu mieszkań. Samoocena ludzi. Nigdzie indziej nie spotkałam takiej ilości zdolnych, ambitnych i pięknych ludzi.

Nigdzie indziej też, nie spotkałam tak wielu ludzi z zaniżoną samooceną.

Dziewczyny, które wyglądają jak z żurnala. Faceci z umysłami, jak brzytwy, którzy odważnie wchodzą w biznesy. Ludzie, którzy zawyżają średnią krajową na bardzo wielu płaszczyznach, a jednak wciąż i wciąż rozbijają się o brak akceptacji.

O porównywaniu się napisano już naprawdę wiele. Że to głupie, że nie warto i że do niczego dobrego nie prowadzi. Teoria odhaczona, z praktyką bywa gorzej.

 

Łamie mi się serce, gdy widzę jak sami siebie wstrzymujemy przed dobrymi rzeczami. Wkurzam się, gdy nie pozwalamy sobie na realizację swoich marzeń i planów, przez brak pewności siebie.

Myślę o X, która regularnie pyta mnie, czy widać, że przytyła, mimo że każdy obraca za nią głowę na ulicy i ma najlepszy tyłek w mieście.

Myślę o Y i o tym, jak długo wstrzymywała się ze swoimi planami, bo bała się oceny otoczenia.

Myślę o sobie, o tym, jak często podważam swoje umiejętności i zastanawiam się, czy to wszystko ma jakiś sens.

 

Powodów zaniżonej samooceny i braku akceptacji można doszukiwać się w wypracowanych schematach z dzieciństwa. Można głowić się, czy gdyby mama częściej cię przytulała i mówiła, że dasz radę to byłoby lepiej. Kusi, żeby rozpamiętywać, analizować i rozdrapywać. Niezależnie od tego, jak było, fakty są takie, że teraźniejszość i przyszłość kształtujesz sam. Możesz taplać się w żalach do babci, taty i koleżanek ze szkoły, albo przerobić temat i ruszyć do przodu.

 

Widzę, jak wiele osób szuka potwierdzenia swojej kobiecości/męskości w związkach. Przeglądają się w oczach innych, szukając choć odrobiny aprobaty. Łapią uśmiechy, spijają komplementy na nich budując swoje dobre samopoczucie. Ale chwila nieuwagi i wszystko sypie się jak domek z kart. Jedno niewłaściwe spojrzenie i słowo krytyki rujnuje to, co miało być na zawsze.

 

Jak bumerang wraca do mnie myśl, że nie będziesz w stanie w zdrowy sposób pokochać kogokolwiek, jeśli nie kochasz sam siebie.

Proste i mało odkrywcze ‘kochaj bliźniego, jak siebie samego’. Ciężko ruszyć z projektem relacje, jeśli jesteś pokłócony z odbiciem w lustrze.

To nie egoizm, dbać o zdrową relację ze sobą. To must have i podwalina, pod jakąkolwiek inną relację.

Komplementy z obcych ust dobrze smakują, ale karmiąc się tylko nimi daleko nie pobiegniesz. Sam sobie powiedz, że jesteś super. Siebie najpierw przytul.

Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.

Sztuka odpuszczania

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie - po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?