Projekt szczęście.

Wracając kilka tygodni temu ze spotkania z osobą, która permanentnie doprowadza mój mózg do pracy na najwyższych obrotach – myślałam, analizowałam,gdybałam, marzyłam, planowałam – aż w pewnym momencie mój wzrok utkwił w reklamie totolotka wiszącej na wystawie sklepu. To znacząco wzmogło ilość moich fantastycznych planów na przyszłość, które mogłabym z łatwością zrealizować gdyby nie ograniczały mnie pieniądze. Jako że bardzo wierzę w notowanie pomysłów, pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to wypisanie listy ‘Jak wyglądałoby moje życie gdyby nie ograniczały mnie pieniądze?’. W błyskawicznym tempie powstały punkty opisujące moją świetlaną przyszłość.

Zaskakujący okazał się moment przeanalizowania tego w jaki sposób mogę dojść do tych rzeczy. Okazało się, że tylko do realizacji jednego z sześciu wypisanych punktów potrzebuje pieniędzy. W każdym innym wypadku chodziło o odwagę i złamanie schematów. W ponad połowie pieniądze nie były sprawą nawet drugorzędną. Poczułam się oszukana sama przez siebie. Biegłam w przeciwnym kierunku, goniłam ale nie za tym co trzeba. Wcale nie chodziło o to, że nie mam wystarczająco dużo pieniędzy. Po prostu wolę wygodnie żyć. Wciąż łudzimy się i okłamujemy, odkładamy nasze plany na lepsze czasy. Lepsze czasy są dzisiaj. Tłumaczymy się sami przed sobą, że przecież co powie mama i jak to tak nagle wszystko rzucić i zaryzykować? Przekonujemy samych siebie, że to niemądre pójść za tym o czym marzymy. Tworzymy zasłonę dymną gdybając o pieniądzach, odpowiednich znajomościach i warunkach, ukrywając w ten sposób lęk. Co więcej robimy to tak przekonująco, że zajmuje nam sporo czasu, żeby to zauważyć. W kółko wyobrażamy sobie reakcje babci kiedy mówimy jej, że sorry ale magistra nie będzie. I dziadek przewracałby się w grobie na samą myśl, że może nie chcesz skończyć jako elegancki człowieczek w eleganckim biurze. Jakże cudownie jest zrzucać winę na wszystkich wokół, marudzić że nie ma się odpowiednich warunków i w ogóle zupa była za słona. Możesz krzyczeć, wić się i protestować ale nikt inny nie poniesie odpowiedzialności za Twoje decyzje.

Jakże przykro byłoby się obudzić w wieku czterdziestu lat ze świadomością, że nie spróbowałeś, prawda?

Musi minąć wiele czasu, wiele łez i wiele trudnych rozmów, żeby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Że to bardzo ważne, żeby być miłym i uprzejmym ale czasem trzeba umieć odmówić i pójść w swoją stronę. I to absolutnie nie jest kwestia egoizmu, po prostu nie musisz zadowalać wszystkich wokół. To przemiłe być klepanym po plecach i słyszeć ‘dobra robota’. Ale nie o to w tym chodzi. Tu chodzi o Ciebie i Twoje życie, nie o satysfakcje wszystkich wokół. A to przytłaczające poczucie szczęścia nie przyjdzie dopóki nie poukładasz pewnych rzeczy w swojej głowie. Możesz uciekać, wyjeżdżać na drugi koniec świata, wchodzić w kolejne związki, angażować się w szalone projekty i wierzyć że to przyniesie Ci spełnienie. Otóż nie. Rzecz polega na tym, że dopóki nie zaczniesz się dobrze czuć sam ze sobą to obojętnie czy będziesz w Las Vegas czy w nocnym autobusie numer 32 to zawsze będzie źle. Nie chodzi o miejsce w którym się znajdujesz, Twój stan konta i panujące okoliczności. Weź się w garść, nie szukaj winnych i pozwól sobie żyć tak jak sam chcesz. Nie tak jak zaplanowali to Twoi rodzice i jak wypada – żyj tym co rozrywa Twoje serce gdy budzisz się w środku nocy i nic Cię nie ogranicza.

 

Podziel się!

Podobne artykuły

Co u Ciebie?

Najłatwiej być samotnym w tłumie - zgadnij czyja to wina i kto cię na nią faktycznie skazuje.

Krok dalej – metoda, którą zdobywa się góry

W 2017 roku miałam jedno ulubione słowo, które wiele zmieniło w moim dotychczasowym funkcjonowaniu. PROAKTYWNOŚĆ.

Fajne dziewczyny

Babki do tańca i do różańca. Takie do głębokich rozmów i głupich żartów. Do konkursu głupich min i namiętnych pocałunków. Wymarzone dziewczyny. Każdy chciałby taką mieć.