O sztuce bycia słabą

Można godzinami dyskutować o tym, czy emancypacja wyszła kobietom na dobre, czy też stała się ich przekleństwem. Tam gdzie wiwatują feministki, płaczą fanki pieczenia babeczek. Niektóre wykorzystały swoją szansę robiąc karierę w kopalni, inne do dziś nie mogą zrozumieć, za jakie grzechy musiały wylądować na etacie. Fanfary i dziki taniec radości wymieszany z gorzkimi łzami. Co kto lubi.

Pewne jest, że równouprawnienie stało się faktem. Nie jest to wymysł kolorowych gazetek, czy innych pudelków. Potrafimy się same utrzymać. Możemy piąć się po szczeblach kariery wyrabiając w ten sposób godne pozazdroszczenia mięśnie. Nie musimy nikogo prosić o wniesienie zakupów do domu, świetnie sobie z tym same radzimy. Sytuacja zaczęła od nas wymagać siły i determinacji – mamy ją, tego nie da się ukryć.

Drażni mnie jednak to wojowanie, pokazywanie sobie nawzajem kto jest lepszy, silniejszy i kto da więcej. W tej samej przestrzeni funkcjonują kobiety, które obcasem są w stanie zetrzeć w pył przeciętniaka i mężczyźni, którzy swoją siłą i kompetencją zawstydzą niejedną pilną studentkę. Nie ma gorszych i lepszych. To nie wyścig. Nic nie musimy sobie udowadniać.

Gdzieś w biegu i podczas wykrzykiwania haseł o wolności i samowystarczalności kobiety się pogubiły. Bo czy samowystarczalność i niezależność jest mitem? Skądże, czysta prawda. Czy musimy się z tym obnosić i szczycić? Niekoniecznie.

Po prostu musimy zrobić trzy kroki w tył. Bo na co komu to udowadnianie niezależności. Cieszy to już chyba tylko koty, które nie muszą z nikim dzielić przestrzeni a ich pani drapie za uszkiem tylko je.

Bycie słabą w XXI wieku to sztuka, nieco już zapomniana. W czasach, gdy szefowie wymagają tyle samo od kobiet i mężczyzn łatwo zapomnieć, że docelowo mieliśmy pełnić inne role. Gdzieś łatwo wypada z głowy ta wizja opiekuńczego mężczyzny i kobiety, która pozwala o siebie zadbać.

Funkcjonowanie ze świadomością, że potrafisz się sama utrzymać, nie musi być kłodą pod nogami, kiedy to on chce zapłacić za kawę. Nie musisz się unosić honorem, w momencie, gdy chce za Ciebie otworzyć słoik. Tak, tak, umiesz sama. To nic, że wszystkie kanty stołu są poobijane, a noże powykrzywiane, radzisz sobie z tym świetnie. Bo kiedy mu pozwalasz się wykazać, budzi się w nim coś pięknego. To o czym krzyczą psychologowie w artykułach o zanikaniu męskości, to  trochę Twoja wina. Bo po co ma być męski jak sama sobie poradzisz? Trochę to jest tak, że jak kupisz tą nową sukienkę to przecież możesz wrzucić zdjęcie na facebooka i zbierać lajki, ale jak on na Ciebie spojrzy i powie, że pięknie wyglądasz, to jakoś tak inaczej smakuje, hm? Tak samo jest z tym słoikiem. Jak mu pozwolisz, żeby naprężył przy Tobie mięśnie i uratował Cię przed śmiercią głodową, to jakoś tak mu jest lepiej. I nie musisz tego rozumieć. To nie wyścigi. Jesteś niezależna i możesz zarabiać kokosy. Wszystko się zgadza. Ale daj mu ten słoik.

Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.

Sztuka odpuszczania

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie - po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?