Nie znaczy nie

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

 

Zrobiło się już trochę późno. ‘Znów się nie wyśpisz….’ pomyślała sobie. Letnie wieczory mają w sobie coś, co sprawia, że trochę łatwiej nie myśleć o konsekwencjach.

Nagle A. niebezpiecznie skrócił dystans. Rozmowy, które chwile wcześniej były niezobowiązujące, nagle stały się dwuznaczne. Poczuła się nieswojo. Chyba powinna już wracać do domu. Koleżeńskie przepychanki zaczęły ją krępować. W jego tonie pojawiło się coś, czego nie wyczuwała jeszcze chwilę wcześniej. Zaczęło się robić niezręcznie.

Dopiero teraz uświadomiła sobie, że siedzenie w półmroku, w jego mieszkaniu było nie na miejscu. Głupota, spędzili tak niejeden wieczór. Przecież są ziomkami. Jeszcze niedawno pytał ją o numer telefonu wspólnej znajomej. Okej, zdarzały im się flirty, ale już nie raz tłumaczyli sobie, że to nic nie znaczy. Nikt nic od nikogo nie chciał.

 

Jego twarz pojawiła się zdecydowanie zbyt blisko jej.

 

–  Koleeeeego! – odepchnęła go, próbując obrócić sytuację w żart.

– Co koleżanko? – zbliżył się znowu, dotykając prawie jej ust.

– Ej, to głupia zabawa. Serio – odepchnęła go ponownie tym razem już bez uśmiechu.

– Daj spokój, przecież sama mówiłaś, że lubisz być zdominowana – powiedział trzymając jej ręce, tak że nie mogła się już ruszyć.

 

Serce zaczęło jej szybciej bić.

 

– A., naprawdę nie żartuje. Puść mnie.

– Przestań się spinać, co? – tym razem jego ręce powędrowały w kierunku jej talii.

 

W zamku przekręcił się klucz.

‘Dzięki Bogu’ pomyślała. To T., jego współlokator. Wszedł do mieszkania i zapalił światła. A. odskoczył i wyszedł do kuchni.

 

– Pójdę już – rzuciła, przybijając piątkę T.

– O nieeee, moja ulubiona koleżanka nie napije się ze mną piwka? – T.  zrobił smutną minę.

– Nie dziś… – uśmiechnęła się słabo i wyszła z mieszkania.

 

‘Chyba musimy pogadać stary’. Trzy raz zastanowiła się zanim wysłała tego smsa. Czuła niesmak po wczorajszym wieczorze.

A gdyby nie zostawała u niego na wieczór?

A gdyby pożegnali się od razu po kolacji na mieście?

Może już wcześniej coś sugerował tylko nie zauważyła tej aluzji?

Głowę miała wypełnioną pytaniami, na które ciężko było znaleźć odpowiedź.

Nie mamy o czym. Nic się nie stało.

 

Trzy dni później wpadli na siebie na grillu u znajomych. Przywitał się z nią tak serdecznie jak zwykle.

 

Może faktycznie nic się nie stało.

 

********************

 

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przez długi czas brzmiało to dla mnie abstrakcyjnie. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

 

Potem usłyszałam kilka historii, które zmroziły mi krew w żyłach. Smutnych historii doszukiwania się swojej winy w sytuacjach, które nigdy nie powinny były się wydarzyć.

 

Z obcymi facetami sprawa jest jasna. Przystawia się do ciebie, nie rozumie jasnego komunikatu – działasz. Podnosisz głos, rękę, uciekasz.

 

Ale co z wyperfumowanymi koleżkami, którzy wypili jedno piwo za dużo, więc to nie jest ich wina?

 

Nie umiemy dać im po łapkach,

bo są naszymi kolegami.

bo będziemy widzieć się w towarzystwie.

bo po co robić dramy.

 

Myślę, że jako dziewczyny mamy lekcje do odrobienia.

Nie jest to lekcja o noszeniu sukienek za kolano i nie malowaniu paznokci na wyzywające kolory. Wierzę, że żyjąc w Polsce, w cywilizowanym kraju, jako dorośli jesteśmy w stanie panować nad naszymi żądzami, a szorty nie są zaproszeniem do zabawy.

 

Musimy przejść lekcję o feedbacku. Oburzenie musi zostać zaadresowane i głośno wypowiedziane. Przeleżane w łóżku pod kołdrą nic nie zmieni. Jeżeli coś nie jest okej to poklepanie po ramieniu kolejnego dnia nic nie zmieni.

 

Gdy przychodzi wstyd, najłatwiej zostawić sprawy same sobie. Niech wiszą w powietrzu, może same się wyjaśnią.

 

Odpowiadam – nie wyjaśnią się.

Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.