Myślimy, nie śpimy

Czas kwarantanny można wykorzystać na wiele sposobów. Można nauczyć się piec chleb, zacząć biegać albo uczyć się nowego języka. Mój mózg postanowił w tym okresie zdobyć specjalizację z zadawania pytań. Pytań, na które ciężko znaleźć odpowiedź. Pytań, które niejednokrotnie są źródłem frustracji i sprawiają, że ciężko skupić się na codzienności. Mimo wszystko czuję, że błędem byłoby zagłuszenie tych głosów i świadome decydowanie się na niemyślenie. Zresztą… ten wakat jest już zajęty. 

 

Martwi mnie to, że w dobie nieograniczonego dostępu do informacji, jeszcze bardziej zamykamy się w bańkach. Przeraża mnie nagonka na jednostki, które decydują się używać szarych komórek. Tak jakby do wyboru były tylko dwie ścieżki – “fanatycy TVPISu” lub “poszukiwacze teorii spiskowych, którzy są stale na tropie tajemnych znaków” (chociaż bywają wytrawni gracze, którzy łączą te dwie mentalności). Naprawdę nie ma nic pomiędzy? 

 

Media pod zarządem władzy? Już dawno się pożegnaliśmy.

Bardzoultrawiarygodne filmy z żółtymi napisami? Do kosza.

Influencerzy typu “samozwańczy ekspert”? Dziękuję, postoję. 

Mam sporą listę zakazanych źródeł, ale czy proces eliminacji doprowadza mnie do tego właściwego? Nie mam takiej pewności.

 

Obudź się. 

Zacznij weryfikować.

Sprawdzaj. 

Podważaj. 

Zadawaj niewygodne pytania. 

I co dalej? Gdzie szukać prawdy? Okazuje się, że weryfikowanie komunikatów, które do nas docierają to dopiero początek drogi. Druga lekcja jest znacznie trudniejsza. Skąd czerpać wiedzę o świecie? Może sytuacja byłaby prostsza, gdybyśmy funkcjonowali jako etatowi filozofowie. Ale tak nie jest. Mało kto ma komfort i przestrzeń do studiowania 15 niezależnych kanałów informacyjnych. I skąd pewność, że faktycznie są niezależne? Można się nieźle zakręcić. 

Wierzę w instynkt – składową naszych doświadczeń i (jakże ograniczonego) poznania świata. Ale czy to argument w dyskusji? Tezy zaczynające się od “w moim odczuciu…” są tak samo łatwe do zbycia, jak te z kategorii “amerykańscy naukowcy udowodnili…”. Gdzie doprowadzi nas odbijanie przekonań zbudowanych na naszych emocjach? 

 

Myślenie to trudna droga, na której nie ma gotowych rozwiązań i skrótów. Są za to bezsenne noce i trwające do rana dysputy. Co więcej, patrząc na zmiany jakie dzieją się na naszych oczach, czuję, że na dysputach nie powinno się skończyć. Komentowanie rzeczywistości trafnymi memami to za mało. To też nie czas na załamywanie rąk i zwijanie się w kłębuszek pod kołderką. Jaki jest kolejny krok? Całe szczęście nie jestem osobą, od której powinniście wymagać odpowiedzi. 

 

Podziel się!

Podobne artykuły