Love story czyli kilka spostrzeżeń w temacie miłości i związków

Zanim jeszcze polubisz szpinak i nauczysz się tabliczki mnożenia, otoczenie edukuje Cię w temacie miłości i związków. Ledwo potrafisz przeliterować swoje nazwisko, a już wiesz, że:
 
przeciwieństwa się przyciągają
przez żołądek do serca
mały ale wariat… a nie, pomyłka.
 
Potem gdy robisz porządki natrafiasz na pudełko z sentymentalnymi bzdurami i znajdujesz swój pamiętnik z gimnazjum. Okazuje się, że Twój gust dosyć mocno się zmienił i odczyniasz taniec radości świętując, że ówczesny mężczyzna Twoich marzeń nigdy nie stał się częścią Twojego życia.
 
Przy okazji wczytujesz się w poradniki psychologiczne, dowiadujesz się, że kobiety są Wenus, a faceci z Marsa. Analizujesz przykłady i wiesz, że jeśli dobiorą się dwa przeciwieństwa to na początku będzie ogień, romans życia i trzęsienie ziemi, a kolejne lata będą wypełnione ciężką pracą, bo nikt tak naprawdę nie lubi kompromisów. Jest też opcja wybrania pokrewnej duszy, która raczej nie zrobi w Twoim życiu rewolucji, ale stanie się Twoim najwierniejszym przyjacielem do późnych lat starości.
 
Mijają lata. Przez Twoje życie przewinęło się kilku potencjalnych ojców dla Twoich dzieci. Może trochę bajki mieliście inne. Studiujesz, podróżujesz, rozwijasz się, poznajesz samą siebie i w końcu wiesz czego szukasz. Spisujesz sobie zestaw cech, bez których się nie obędziesz i te, które byłyby miłym bonusem.
 
I nagle jest trzęsienie ziemi.
Piorun.
Obożebożebożenko koniec świata.
Spojrzał na Ciebie.
O nie, nie, nie, złapał Cię za rękę.
I pierwszy pocałunek, totalny odjazd.
 
On uwielbia filmy akcji, którymi Ty otwarcie gardzisz od `98, ale teraz je pokochałaś. On nie znosił naleśników, ale gdy tylko dowiedział się, że je lubisz, wciąż wyszukuje nowe przepisy, żeby Cię kulinarnie zaskakiwać. Twoje pilne sprawy schodzą na drugi plan. Mogłabyś już po prostu zawsze patrzeć w jego oczy i to byłaby najlepsza opcja.
 
I to tyle jeśli chodzi o całą wiedzę, teorie i założenia.
 
Wiesz wszystko. Potem pojawia się on i nie wiesz już nic. Ale jest super i tylko to się liczy.
Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.

Sztuka odpuszczania

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie - po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?