LIVIN LA VIDA ONLINE #1 – Jak żyć online?

Kiedy zaczynasz swoją edukacje, wcześniej lub później dowiadujesz się o zasadzie – to czego nie ma w googlach nie istnieje. Co niektórzy twierdzą, że właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe studiowanie -gdy kierujesz swoje kroki do biblioteki i tam dokopujesz się do prawdziwej, wartościowej wiedzy wprost z zakurzonych ksiąg. Zasada wielokrotnie przekładana jest na inne dziedziny życia, chociażby tego online. Nie ma zaznaczonego miejsca pracy na Facebooku? Pewnie bezrobotna. Nie wrzucili wspólnego zdjęcia z majówki na Instagrama? Na bank się rozstali. Żadnych aktualizacji na Snapchacie? Niewątpliwie spędził weekend w domu i nie miał się czym pochwalić.

Proste zasady – to co nie zostało wypowiedziane w sieci nie istnieje. Największa bzdura.

JAK ŻYĆ czyli dorosłe dzieci mają żal

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które ma podwójne życie. Pokolenie naszych rodziców żyło tylko i wyłącznie offline, do dziś wielu z nich nie przekonało się do zalogowania w wirtualnym świecie, dzięki Bogu! My młodzi, piękni ludzie jako pierwsi zaczęliśmy funkcjonowanie w podwójnej rzeczywistości – na naszą niekorzyść, nie zawsze spójnej. Co za tym idzie, nikt nie powiedział nam jak żyć online. Ile prywatności można zdradzać na swoich tablicach, ile zdjęć tygodniowo publikować i kogo zapraszać do znajomych? Nikt nam tego nie powiedział, uczymy się na własnych błędach.

Jak to w życiu, jedni uczą się szybciej, inni w ogóle. Co za tym idzie, nawet gdy kogoś szanujesz w szarej rzeczywistości, możesz go znienawidzić zostając jego znajomym w sieci. Ileż to razy zafascynowany nowo poznaną osobą, chwilę później czułeś niewypowiedziane rozczarowanie po odwiedzeniu jej profilu w mediach społecznościowych? Zapowiadało się tak dobrze, ale po pięciu minutach scrollowania tablicy wypełnionej smutnymi pieskami do adopcji i jeszcze smutniejszymi życiowymi cytatmi, zaczynasz się zastanawiać czy aby na pewno pociągał cię intelekt, czy może nogi do nieba.

Niewypowiedziana zasada ‘to czego nie ma w sieci nie istnieje’ dopada nas na każdym kroku. Tak już mamy, że gdy brakuje nam któregoś elementu układanki, łatwiej go sobie dopowiedzieć, niż żyć w niepewności. I tak właśnie, arcy prosto oddać się kreowaniu wizerunku w sieci i tworzenia dziwnych historii, które nigdy nie miały miejsca – ale o tym, w następnym artykule.

Czasem zapominamy o starej, ale jakże mądrej zasadzie – milczenie jest złotem. O ileż mniej łez gdyby po tygodniu nie zalewać swojej tablicy zdjęciami ukochanej, która po następnych dwóch już nią nie jest. O ile łatwiej byłoby się pogodzić z porażkami, gdybyśmy nie musieli się z nich tłumaczyć online po zbyt wczesnej fali entuzjazmu. Ile niezręczności, nieprzyjemności i dziwnych sytuacji można by uniknąć chowając swoje życie pod płaszczem prywatności, którego nikt nie każe zdejmować online.Trzy słowa mniej. Nie wszyscy muszą wiedzieć. Less is more panowie i panie.

Podziel się!

Podobne artykuły

Nie znaczy nie

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

Dobro ma się dobrze + KONKURS z mo.ment!

Wierzę w bezinteresowność. Chce wierzyć, że ma się co najmniej tak samo dobrze jak korupcja, nieuczciwi ludzie i przemoc domowa. Wciąż spotykam ludzi, którzy są aniołami.

Dekolt do pasa, rozporek do połowy uda.

To uwalniające, kiedy zrozumiesz, że najbardziej atrakcyjna możesz być w golfie. To przychodzi z czasem, kiedy znasz już swoje ciało, ale znasz też sztuczki. Masz świadomość, że nogi to twój atut, ale nie musisz nimi załatwiać biznesów z płcią przeciwną.