Kto skrzywdził naszych chłopców?

Nastały ciężkie czasy dla mężczyzn. Kobiety doszły do głosu. To dobrze. Zbyt długo grzecznie przytakiwałyśmy na wiele rzeczy. Mam jednak wrażenie, że razem z głosem pokazałyśmy pazury. Długie i zaostrzone. Nie mamy problemu, żeby przejechać nimi po twarzy. Porządnie zarysować przeciwnika. To budzi we mnie swego rodzaju współczucie wobec mężczyzn. Widzę, jak się na nich fuka. Jak w błyskawicznym tempie ktoś zajął ich obszar, a oni nieco zagubieni, jak dzieci we mgle szukają dla siebie nowej przestrzeni. To trochę tak, jakbyśmy musieli żyć w ciągłym konflikcie. Jakby ciągle ktoś musiał być górą. Tak, jakbyśmy cały czas nie potrafili zrozumieć, że lepiej jest budować niż konkurować.

 

Samiec alfa vs mężczyzna wykastrowany

Wsłuchując się w wiele dziwnych historii na piątkowych, dziewczyńskich wieczorach boję się, że zaczynamy balansować pomiędzy dwoma niezdrowymi tendencjami. Z jednej strony mamy niebezpiecznych samców alfa, za którymi tęsknimy. Tych, którzy są zaskakujący, którzy sprawiają, że brak nam tchu i miękną nam kolana. A na drugiej szali do granic bólu poukładanych, wykastrowanych facetów. Tych, którzy są jak historie o niczym, wyprani, niewyraźni, bez charakteru.

 

Kto Cię tak skrzywdził?

Pytanie samo ciśnie się na usta. Kto sprawił, że otaczają nas faceci, którzy są pozbawieni ambicji, strachliwi i bez inicjatywy? To odważny wniosek – ale to nasza sprawka. Nadopiekuńczych matek, które asekurowały swoich synków na każdym kroku. Nas – partnerek, które regularnie zabijały w nich męskość, pracowały nad „udomowieniem”. To nie jest głębokie westchnięcie i marzenie o powrocie do patriarchalnego układu. Nic z tych rzeczy. To raczej sugestia – pozwólmy facetom być facetami.

 

Panie proszą panów

Jak to się odnosi do relacji damsko – męskich? Mam poczucie, że faceta, który potrafi zawalczyć o kobietę wrzuciłyśmy do działu bajek i legend. Zamiast tego stroimy się, przewiązujemy czerwoną kokardą i podajemy na tacy. W efekcie, nawet gdyby istniało w nich pragnienie walki, zakupu największego bukietu kwiatów czy jechania za nami tysiące kilometrów, okazuje się to zbędne. Po co angażować się w projekt, który jest pewniakiem? Po co tracić energię na coś, co dostaje się na skinienie głową? I znów. Daleka jestem od zapraszania do czarno-białego świata pt. „On rycerz w białej furze, który będzie mnie ścigał po całej stolicy i ja – księżniczka nie do zdobycia, z głębokim pragnieniem w serduszku, żeby jednak zostać zdobytą”. Za ten schemat już dziękujemy. Nie jedna para nabawiła się już od niego ciężkiego rozdwojenia jaźni. Delikatnie tylko sugeruję – dajmy się wykazać i nie zabijajmy dzikiego serca. Nie wywracajmy oczami przy szalonych pomysłach i nie grajmy kartą „wiedziałam, że tak to się skończy”.

 

Być może naiwnie wierzę, że znajdujemy to czego szukamy. Ostrzmy pazury w słusznych sprawach, naprawdę jest ich wiele. Mnóstwo jest tematów, w których my jako kobiety musimy głośno wyrażać swoje zdanie i walczyć. Ale proszę o jedno, skończmy z kastrowaniem.

 

Podziel się!

Podobne artykuły