Księżniczko, uratuj się sama

Rozejrzałam się po salonie. Przede mną laptop, obok góra piętrzących się papierów i wystawka brudnych kubków po kawie, redbullach i melisie. Ja z pulsującą głową. Z projekcją, że znów się nie wyśpię, że nie tak to miało wyglądać i, że inny był plan na ten wieczór. Ten jest sumą mojego nieodmawiania. Miesza się we mnie niechęć i rozdrażnienie. I już nawet nie umiem zrobić dobrej miny do złej gry. Bardzo chciałabym zrzucić na kogoś winę. Nie ma tym razem na kogo. 

Ale przecież to tylko jeszcze przez chwilę. 

Jak zacznie się lato…

Jak dokończę ten projekt…

Jak pojawi się miłość…

Jak ustalę, co jest ważne…

Jak moje konto w banku…

I mija miesiąc. I jestem dokładnie w tym samym miejscu. A odpowiedź przychodzi podczas bezmyślnego scrollowania Instagrama. 

Księżniczka musi uratować się sama. Nikt za nią nie podejmie decyzji, nie kupi biletu na wakacje, a szansa, że piękny książę porwie ją sprzed komputera jest znikoma. 

I można wypatrywać miesiącami znaków z nieba. Można całymi dniami mantrować nad rozwiązaniami. Można dyskutować z tęgimi głowami. A większość odpowiedzi jest tak prosta. 

 

Nie bierz więcej zleceń. Idź do parku wystawić twarz ku słońcu. Jedz warzywa. Zacznij się ruszać. Pozwól zaprosić się na kawę. Dzwoń częściej do bliskich Ci osób. Umów się na terapię, jeśli potrzebujesz wsparcia. Sprawdź, jak pachnie w lesie po deszczu. Mów, co czujesz. Pij wodę. 

 

Jeśli potrzebujesz znaku – to już go masz. 

Księżniczko, uratuj się sama. 

Podziel się!

Podobne artykuły