Kim nie jestem

Spotkanie towarzyskie. Towarzystwo sobie ledwo znane. 

Powiedz coś o sobie? Czym się zajmujesz? 

A może zróbmy to inaczej.

Powiedz, co cię pasjonuje. 

Ci sami ludzie, trochę inna perspektywa. Czasami łatwiej zobaczyć drugiego człowieka, nie narzucając na niego zawodowych łatek. Nie wiedząc, czy będziemy z tej relacji mieli jakąś korzyść. Nie mając wiedzy, czy coś na tym zyskamy. 

 

Nie określa mnie moja pozycja zawodowa.

Pamiętam ten dzień, kiedy dostałam się na staż do telewizji. Naprawdę głęboko wierzyłam, że to odmieni moje życie. Blask fleszy, ścianki, twarze, które kojarzyłam z telewizji i pośród nich ja – nieco zagubiona asystentka. Poczułam się lepsza. Udało mi się. Złapałam Pana Boga za nogi. Co będzie następne? Kariera wziętej dziennikarki na czerwonych dywanach? 

Jak śpiewa jeden z polskich wokalistów „życie jest małą ściemniarą” i zaraz po tym kilka razy mierzyłam się z nowymi zawodowymi wyzwaniami. Były momenty, w których na moje konto wpływały przyjemne pieniądze, były też chwile, gdy trzeba było odmówić sobie latte na sojowym. Jestem wdzięczna za tę zawodową parabolę. To pomogło mi odkleić moje poczucie własnej wartości od stanowiska, na którym w danym momencie się znajduje. 

Jeszcze nie wiem, co znajduje się za rogiem, ale jest we mnie spokój. Bo nawet jeśli będę musiała ubrać fartuch baristki, nie zawali się mój świat. Moja praca nie określa mnie jako człowieka. 

 

Nie określa mnie mój status związku.

Taka ładna, a sama. Co jest nie tak? Może za dużo wymyślasz? Nie ma co wymyślać, jak do trzydziestki nie znajdziesz to już potem łatwiej nie będzie. 

Mogłabym wytapetować sobie pokój w tych hipotezach i domniemaniach. 

Za silna, za rzadko ubrana w sukienkę, zbyt wyszczekana, za bardzo, za mało, za dużo. Kto da więcej? 

Każdy, kto spędził choć osiem minut, przesuwając palcem na prawo w wiadomej aplikacji, dobrze wie, że znalezienie typa do bujania się po mieście to żadna sztuka. Bycie w związku nie jest wyznacznikiem fajności, atrakcyjności i posiadania osobistego czaru. Tak samo funkcjonowanie ze statusem singla ,nie jest sygnałem o byciu wybrednym dziwakiem. Często wręcz przeciwnie. Może to znak, że wiesz czego szukasz i nie decydujesz się na półśrodki, gdy na półce nie ma właściwego modelu. 

 

W oka mgnieniu. 

Jest kilka takich historii moich znajomych, które ratują mi głowę w najczarniejszej godzinie. Myślę, że oni zupełnie są tego nieświadomi. Nie wiedzą, że mantruję nad ich przypadkami, żeby dodać sobie otuchy. 

Tak jest z historią W. Utalentowana i dzielna – tak od zawsze o niej myślałam. Pamiętam jak spotkałyśmy się na kawę, w tej jednej z modnych, warszawskich kawiarni. Takie wtedy byłyśmy – dziewczyny, które pracują w topowych warszawskich agencjach reklamowych. W środku tak samo wypalone i zmęczone tempem życia. Powiedziała, że już nie daje rady, że od stresu wypadają jej włosy i nie może spać po nocach. Przytaknęłam jej. To był ten czas, kiedy myślałam, że tak trzeba i że wszyscy tak mają. Z uśmiechem przyjmowałam komplementy o mniejszym rozmiarze, mimo że tylko ja wiedziałam, że jest spowodowany stale ściśniętym ze stresu żołądkiem. 

Pamiętam, jak mówiła, że myśli o odejściu z agencji, bo tak na dłuższą metę się nie da. 

Nasze kolejne spotkanie było zupełnie inne, jej twarz była inna. Miała za sobą piękny ślub, rozstanie z pracą, która jej nie służyła i świadomość, że wkrótce zostanie mamą. Bił od niej spokój i szczęście, mimo że nadchodziła kolejna życiowa rewolucja. 

Czy jej zazdroszczę? Nie wiem. Nieprzespane noce z dzieckiem u boku, nie brzmią, jak ukojenie. 

To raczej historia o tym, że otwartość na zmiany sprawia, że wydarzają się najlepsze scenariusze. I nie potrzeba długich lat, czasami rzeczy dzieją się w oka mgnieniu. I łatwiej do nich dopuścić, gdy sami z siebie ściągniemy łatki i oczekiwania. 

Podziel się!

Podobne artykuły