kilka słów o zmianach.

Niektórzy potrzebę zmian mają wpisaną w DNA. To taki nieuleczalny zespół niespokojnych nóg. Ciągłe poszukiwanie bodźców. Wrzucanie siebie w nowe sytuacje. Odczuwanie przyjemności z dyskomfortu uczenia się nowego. Rozciąganie się. Szukanie. Sprawdzanie. 

Mam to. 

Skala zmian, przed którą staje zaskoczyła mnie samą. To, jak nieudana rozgrywka w jengę. Jeden wyciągnięty klocek, za którym posypały się kolejne. Jedno kiwnięcie głową, które stało się zgodą na cały pakiet zwrotów akcji. 

Łapię głęboko powietrze, a w mojej głowie kotłuje się trochę za dużo myśli. Emocje mieszają się i przenikają, utrudniając złapanie słusznej perspektywy. 

Czy w takich chwilach takowa istnieje? 

 

Szybka zmiana priorytetów.

To uczucie zdziwiło mnie najbardziej. To jak uwalniające objawienie. Kiedy uświadamiasz sobie, ile zostaje ci czasu, od razu wiesz, z kim chcesz pić kawę. Przestajesz bawić się w grzecznościowe gadki. Koniecznie musimy złapać się na kawę. Jasne, odezwę się!

Bzdura. Wcale nie musimy. 

Co za nieopisana ulga stanąć samemu przed sobą w szczerości. W ekspresowym tempie zrozumieć, czyje uśmiechy są najważniejsze i z kim najlepiej smakuje wino. 

Może to pozbywanie się złudzeń. Zaprzestanie oszukiwania siebie, że jeszcze kiedyś zmieszczę się w te dżinsy. Po prostu je wyrzucasz. Przy innej parze serce zaczyna ci wyskakiwać z klatki. Zapłacisz chore pieniądze za dodatkowy bagaż. Tak bardzo chcesz je mieć. Tak bardzo są ważne. 

 

Gra w „już się nie boję” aka „co najgorszego może się wydarzyć”.

To moja nowa ulubiona gra. Wygrzebywanie wszystkich tych rzeczy, na które długo miałam ochotę. Tych, które leżały w szufladzie z naklejką nie wypada/chyba bardzo się boję/może lepiej to tak zostawić/a co jeśli sytuacja potoczy się w sposób, nad którym nie dam rady zapanować. 

Przewidywanie czarnych scenariuszy jest uwalniające. Zderzanie się z największymi strachami nie jest już takie przerażające, gdy uświadamiasz sobie, że w najgorszym wypadku nie odbierze telefonu/powie spadaj/okaże się, że nie je mięsa. 

Prawdopodobnie nie ma zbyt wiele rzeczy, które mogłoby cię zabić. A kto wie, czy właśnie zabicie pewnych spraw, nie będzie bardziej uwalniające niż ich sztuczne utrzymywanie przy życiu?

Może tak naprawdę nie mamy wcale tak wiele do stracenia? 

 

Momenty, chwile.

Są ważne. I właśnie w czasie zmian najbardziej sobie to uświadamiamy. Niepostrzeżenie uderza nas to, ile czasu marnujemy. Ostatnie weekendy z netflixem stają się wyrzutem sumienia. Tyle można było zrobić, tyle zobaczyć. Nagle te same 24h dają zupełnie inne możliwości. Tyle da się z nich wycisnąć. 

 

Wdzięczność.

Ciężko dziękować za coś, co uważamy za oczywiste. 

Trudno być wdzięcznym za rzeczy, które naszym zdaniem nam się należą. 

A jednak. Te wszystkie relacje, te spojrzenia, zarwane wspólnie noce. Dopiero mając świadomość, że niektóre się nie powtórzą, stają się tak ważne i cenne. 

Łapie je wszystkie. Zjadam na zapas. Delektuje się każdym kęsem. Wyciskam. Wtulam się mocniej niż zazwyczaj. Bardziej niż powinnam. 

 

 

Podziel się!

Podobne artykuły