Historie z drogi

440 Views 0 Comment
StockSnap_T725MSJD14

Los Angeles

Analizuje ostatnie dni i wiem, że On nad nami czuwa. Wiele z tych historii mogło mieć zupełnie inny finał. Jestem wdzięczna za to, że zdecydował się odwieźć nas na lotnisko, przecież nie musiał.

Są takie chwile, które wiesz, że zapamiętasz do końca. To jedna z nich. Wszystko wydaje się być tak nierealne. Serce bije mi coraz szybciej. Ściskam jej rękę. Pędzimy jasno oświetlonymi drogami, neony biją po oczach, a okolica wygląda niczym plan filmu o przyszłości. To był ten czas, kiedy zrozumiałam, że mogę wszystko. Dwa dni temu byłam w Las Vegas, dzisiaj mknę ulicami LA. Ja, mała W. To się dzieje naprawdę, możesz wszystko. Chłonę każdą sekundę. Mamo, jestem safe and sound. Znowu miałam więcej szczęścia niż rozumu. Spełniam marzenia.

 

Warszawa -> Poznań

Tak bardzo potrzebuję odetchnąć. Przez ostatnie tygodnie byłam jak robot. Dawno nic już nie czułam. Marzę o tych kilku wolnych dniach.

Umówiłyśmy się z nim pod mcdonaldem, znowu trenuje swoją słabą- silną wolę. Wsiadamy do samochodu. Pyta nas czego słuchamy. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że wszystkiego oprócz disco polo. Rozmawiamy o polskich weselach.

N. prosi o piosenkę na życzenie. On też lubi polski hip-hop, zgadza się. Kiedy rozbrzmiewają pierwsze dźwięki, wszyscy milkniemy. On skupia się na trasie, ja wgapiam się w okno. Czuje jak odchodzi cały stres ostatnich tygodni. Jestem szczęśliwa. Coś we mnie pęka, po policzku spływają mi łzy. Jestem tak wdzięczna za moje życie.

 

Bydgoszcz -> Warszawa

Są takie momenty, że zapętlamy się w swoich poglądach i pomysłach na świat. Im dalej w nie brniemy, tym bardziej wszystko staje się niejasne.

Patrzyłam tygodniami z boku na ich związki i zrozumiałam, że nie dam rady. Zrozumiałam, że nie chce. Może właśnie wspinam się na szczyty egoizmu, ale ostatnia rzecz, na jaką mam teraz ochotę to ciągnięcie kogoś za sobą. Chce biec. Motywować i być motywowaną. Nie chce tracić energii na dramaty i tłumaczenie się z głupot. Nie mam siły, żeby się w to bawić.

Spotykamy się w umówionym miejscu. Dziś naszym kierowcą będzie instruktor tańców latino. Uśmiecham się pod nosem i wsiadam do samochodu.  

– Nie będzie Wam przeszkadzało, jak puszczę moją muzyczkę?

Kiwamy głową, że nie. Po chwili samochód wypełniają kubańskie rytmy. Odpoczywam. Czuję słońce i plażę. Sprawia mi przyjemność patrzenie na nich. Są parą od dwóch lat, poznali się przez tindera, wcześniej znali się ze szkoły. Opowiadają historię swojego związku. Wspomina go jako szkolną gwiazdę. Do teraz został mu szelmowski uśmiech i dobra gadka. Obserwuje jak się przekomarzają, jak urządzają karaoke na przednich siedzeniach. Robi mi się ciepło na sercu.

Przez trzy godziny zrozumiałam o związkach więcej niż przez ostatnie miesiące. Chyba lepiej skupić się na tym czego się chce, zamiast wypunktowywać listę zarzutów. Może to wszystko jest prostsze niż myślę. Chodzi o przyjaźń i wzajemny szacunek. Nie oczekuje wskakiwania w garnitur i kolacji przy świecach w najdroższej knajpie. Szczerze mówiąc, strasznie mnie to stresuje. Chce żarcia na wynos jedzonego nad Wisłą. Chce być prawdziwa. Śmiać się i płakać, podeptać wizerunek idealnego życia. Chce łapać za rękę i słyszeć, że damy radę.

– Jak tu Was wyrzucę to będzie okej?

Jesteśmy już w Warszawie. Dziękuje mu za podróż, choć bardziej niż za podwózkę, chce mu podziękować, za krótką lekcje o miłości.