Historia małej podróżniczki, co w oczy kole

Gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy, nie zobaczyłam w niej przyszłego kompana do podróży, a tym bardziej potencjalnej przyjaciółki. Byłyśmy z dwóch różnych światów. Ona trzymała się na dystans od dziewczyn rzucających sprośnymi żartami, ja nie byłam fanką cichych i wycofanych jednostek. Nie potrafiłyśmy znaleźć wspólnego języka. Nie jestem pewna czy go szukałyśmy.

Życie potoczyło się inaczej. Połączyła nas miłość do zajadanych nocą kebabów, taniego wina i podróży. Gdy odwiedziłyśmy Stany po raz pierwszy, przyrzekłyśmy sobie, że wrócimy tam jak najszybciej. Minęły trzy lata. Kupiła bilet, uściskała mnie i obiecała, że zobaczymy się za rok. Płakałam, tęskniłam, trzymałam kciuki.

Nie minęło wiele czasu, gdy wymarzona Ameryka pokazała swoje prawdziwe oblicze. Nie to, które znasz z kolorowych teledysków i ładnych obrazków. Kultura, tak różna od naszej, nie ułatwiała całego procesu adaptacyjnego. Wzniosłe marzenia w starciu z brutalną rzeczywistością okazały się bolesnym ciosem. Zapadła decyzja o powrocie.

Wtedy wkroczyli do akcji oni. Starzy wyjadacze, kołcze i mędrcy. Każdy wiedział lepiej, radził i ostrzegał. Ona nie posłuchała, ma za swoje. Rzucali złotymi myślami i poradami, pytali ‘po co tam w ogóle pojechała? Źle jej było w Polsce?’. Radzili zostać, nic że nielegalnie, przecież córce ciotki od męża brata się udało. Nie złapali jej do dziś. Główkowali co z tą zieloną kartą, zastanawiali się jak obejść wizę. Pouczali, że lepiej było zostać w Polsce, wykrzykiwali ‘na co się tam pchała?’. Ja słuchałam i przecierałam oczy ze zdumienia. Zdziwiona byłam, że tyle mądrości wokół, że wszyscy wiedzą jak się zachować i orientowali się lepiej niż sama zainteresowana.

Nie chce mi się powtarzać, żeby nie wkładać nosa w nieswoje sprawy, no bo ile można mówić? Jak będą chcieli wkładać to będą to robić, moja odpowiedzialność na to czy będę reagować i się denerwować. Pomyślałam, że bawi mnie ten czarno-biały świat, w którym nie ma miejsca na próby.

Albo ci się udaje, albo przegrywasz.

Albo jesteś zwycięzcą, albo ofiarą.

Albo zdobyłeś szczyt, albo lepiej się nie przyznawaj, że w ogóle pojechałeś w góry z jakimikolwiek planami.

A gdzie w tym wszystkim przestrzeń na zadawanie pytań? Spełnianie marzeń, czasem może całkowicie nieudolne, ale własne. Czy popełnianie błędów to zawsze porażka? Wiesz co jest dla mnie porażką? Porażka jest wtedy, gdy marzysz o wielkich rzeczach, ale paraliżuje cię strach przed oceną innych ludzi. Więc siedzisz sobie, taki nieszczęśliwy i rozczarowany sam sobą i rzucasz w innych, bo ci wtedy lżej na parę chwil. Świat nie jest czarno-biały, szukanie swojej drogi jest okej, nawet jeśli będzie wyboista. Nigdy nie będziesz wiedział na sto procent, dopóki nie spróbujesz. A jak spróbujesz i to nie będzie to, to świat się nie zawali, jesteś bogatszy o kolejne doświadczenie. Nie do wszystkich celów prowadzą proste drogi, na większości z nich stoją „kibice”, którzy wiedzą lepiej. Nigdy nie opuścili swojego domostwa, ale najlepiej ci doradzą, bo przeczytali w internetach. Możesz im pokiwać, nawet wtedy, gdy otrzepujesz piach z kolan, po kolejnym upadku. Już jesteś dalej. Już jesteś bliżej.

Podziel się!

Podobne artykuły

Nie znaczy nie

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

Dobro ma się dobrze + KONKURS z mo.ment!

Wierzę w bezinteresowność. Chce wierzyć, że ma się co najmniej tak samo dobrze jak korupcja, nieuczciwi ludzie i przemoc domowa. Wciąż spotykam ludzi, którzy są aniołami.

Dekolt do pasa, rozporek do połowy uda.

To uwalniające, kiedy zrozumiesz, że najbardziej atrakcyjna możesz być w golfie. To przychodzi z czasem, kiedy znasz już swoje ciało, ale znasz też sztuczki. Masz świadomość, że nogi to twój atut, ale nie musisz nimi załatwiać biznesów z płcią przeciwną.