He is David Beckham and me is Victoria

Od dwóch lat żyje bez telewizora. Trochę to mój wybór, trochę wynik tułaczki pomiędzy wynajmowanymi mieszkaniami. Co za tym idzie, o wszystkich najważniejszych sprawach dowiaduje się z opóźnieniem. Gdyby nie wszechobecne memy, do dziś nie wiedziałabym kto to Trybson i jego gąski. Wielka strata.

Pomimo braku czarnego pudła, dotarła do mnie informacja o nowym programie, w którym grupa celebrytów decyduje się zapakować kilka dolarów w kieszeń i ruszyć na podbój Azji. Nie oceniam na ile fajna jest zabawa ‘na co dzień śpię na hajsie, zobaczę jak bawią się smutni, biedni ludzie’.

Jak zawsze i w tym przypadku, nie trzeba było czekać zbyt długo na odpowiedź Internetów. Wszyscy bardzo szybko wychwycili smaczek jakim są słowa perfekcyjnej piękności „He is David Beckham, me is Victoria”.

WHAT A FUN

Już w podstawówce ktoś uświadomił mi, że nie potrafię mówić po angielsku. Zrobił to na tyle skutecznie, że przez kolejne lata mocno w to wierzyłam. Potem konsekwentnie przez gimnazjum, liceum i studia nie byłam zbytnią entuzjastką zajęć z języka. W rozbudzeniu sympatii z pewnością nie pomogła mi nauczycielka z liceum, która z niezwykłą dokładnością wyłapywała a później publicznie piętnowała wszystkie błędy i przejęzyczenia. W ten sposób nauczyłam się, że jeśli nie chcesz być wyśmiany, warto nauczyć się magicznej formułki – I DON’T SPEAK ENGLISH. Działała z powodzeniem w wielu sytuacjach – no może do momentu wyjazdu do Stanów, który najpierw mnie złamał, a potem uświadomił, że cokolwiek mówili ludzie wokół to jednak I SPEAK ENGLISH.

KRAJ POLIGLOTÓW

Zdumiewające jest to, że większość z nas ma za sobą d w u n a s t o l e t n i ą (!), a wliczając przedszkole i studia d w u d z i e s t o l e t n i ą (!) naukę języka, a wciąż tak trudno otrzymać na mieście odpowiedź na pytanie o drogę, zadane przez turystę. Czy to znaczy, że jesteśmy wyjątkowo tępym pokoleniem, którego nie ma sensu edukować? A może nasz system szkolnictwa jest delikatnie mówiąc wadliwy? Być może. Największym problemem są chyba jednak niedowartościowani poligloci, którzy siedzą w naszych głowach. Ci, którzy nie mają problemu z wyśmianiem akcentu czy złej wymowy, jednocześnie milczący gdy ktoś pyta o drogę. Bo chwila, chwila… chodzi o to, żeby się dogadać czy wykazać się językową wiedzą godną angielskiego lorda? Możemy dorzucać do pieca i w końcu odetchnąć z ulgą, że perfekcyjna blond piękność nie jest tak perfekcyjna, albo jej pogratulować. Z pewnością za swoje zdanie nie dostałaby piątki na maturze z angielskiego, ale cały autobus skośnookich towarzysz w lot zrozumiał jej przesłanie. A to chyba o to chodzi?

To jak, do you speak english?

Podziel się!

Podobne artykuły

Nie znaczy nie

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

Dobro ma się dobrze + KONKURS z mo.ment!

Wierzę w bezinteresowność. Chce wierzyć, że ma się co najmniej tak samo dobrze jak korupcja, nieuczciwi ludzie i przemoc domowa. Wciąż spotykam ludzi, którzy są aniołami.

Dekolt do pasa, rozporek do połowy uda.

To uwalniające, kiedy zrozumiesz, że najbardziej atrakcyjna możesz być w golfie. To przychodzi z czasem, kiedy znasz już swoje ciało, ale znasz też sztuczki. Masz świadomość, że nogi to twój atut, ale nie musisz nimi załatwiać biznesów z płcią przeciwną.