Dlaczego nie umiemy w relacje?

Zastanawiam się, jak oceniłabym poziom moich umiejętności w relacjach międzyludzkich. Czasem wydaje mi się, że jestem całkiem dobra w te klocki, innym razem rozmawiając, pocę się bardziej niż nad tabelkami z Excela.

 

Wchodzę na portal społecznościowy, na którym warto mieć konto, żeby być widocznym na rynku pracy. Zakładam profil, wybieram preferencje i chwalę się umiejętnościami. Przegrzebuję się przez gąszcz znajomych. Obserwuje firmy, które mnie interesują. Uzupełniam profil, zaznaczam co umiem, a co mnie przerasta.

Przez chwilę wpatruje się bezmyślnie w ekran i zastanawiam się, jak oceniłabym poziom moich umiejętności w relacjach międzyludzkich. Czasem wydaje mi się, że jestem całkiem dobra w te klocki, innym razem rozmawiając, pocę się bardziej niż nad tabelkami z Excela.

Na poziom umiejętności interpersonalnych wpływa wiele rzeczy. Niektórym łatwiej przychodzą small talki, inni od razu przechodzą do sedna i grają w otwarte karty. Wpływają na to nasze doświadczenia, wychowanie, a nawet to, którą nogą wstałeś z łóżka.

 

Żyjemy wyobrażeniami drugiej osoby, nie zawsze dajemy sobie czas, żeby swoje osądy zweryfikować i sprawdzić, jak jest naprawdę. Doszukujemy się wymarzonych cech, naciągamy fakty, czarujemy rzeczywistość. Nagle otwieramy oczy i czujemy się rozczarowani. Wtedy pojawia się kolejny problem – komunikacja. Bo generalnie my jako ludzie, pomimo setek lat ewolucji, wciąż jesteśmy strasznie słabi w domyślaniu się. Zazwyczaj, jak ktoś nam nie powie o co chodzi, to uwaga (surprise, surprise!) nie wiemy o co chodzi. W zbyt wielu przypadkach się domyślamy, tworzymy niezgodne z rzeczywistością założenia traktując je jako pewnik. Później niczym wisienka na torcie pojawia się brak szczerości. Bo to generalnie śliski temat jest. Lepiej udawać, że nic się nie wydarzyło i rzucać magiczną kartą ‘o nic mi nie chodzi’. Niejedną relację już ta karta zabiła. Bo, żeby być szczerym to trzeba karty odsłonić. Powiedzieć co leży na wątrobie, co siedzi w głowie, co jest w sercu. A to niebezpieczne. Bo może nie być matcha. Druga strona może odrzucić połączenie, raniąc jednocześnie do głębi. Więc lepiej się nie odsłaniać, tak jest bezpieczniej. Tyle, że donikąd to nie prowadzi. A już na sam koniec – sami ze sobą często jesteśmy mocno niepoukładani. Rozchwiani, zagubieni, przytłoczeni. I drugą osobą próbujemy leczyć swoje lęki. To nie jest najlepsza droga do budowania zdrowych relacji. A będąc nieszczęśliwym ze sobą, ciężko znaleźć szczęście z drugą osobą.

 

Zaktualizowałam konto. Zaznaczyłam, że potrafię robić śliczne prezentacje, jednocześnie gubię się w excelu, small talkach i zbyt często spuszczam wzrok rumieniąc się jak nastolatka.

 

 

Podziel się!

Podobne artykuły

Co byś powiedział sobie młodemu?

Co powiedziałabym sobie młodej? Fakt, nie mam 50 lat i mądrości dojrzałej kobiety, ale gdy wspominam siebie 18-letnią, mam wrażenie, że przeszłam bardzo długą drogę. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam. Bardzo.

Sztuka odpuszczania

Uczę się odpuszczać. To nie jest łatwe. Myślisz sobie - po co robić problem? Po co zawracać komukolwiek głowę, skoro sama to udźwigniesz?