Better have my money… – o pieniądzach w świecie damsko- męskim

Bycie dżentelmenem nigdy nie wychodzi z mody. Pierwsze dobre wrażenie można zrobić tylko raz.

Nie wiedzieć czemu, temat pieniędzy jest stresujący. Bardzo.

Chcesz poprosić o podwyżkę, pocisz się trzy dni wcześniej.

Planujesz ściągnąć swoje długi od znajomych, kombinujesz i rozkminiasz.

W damsko – męskim świecie nie jest łatwiej.

Żyjemy w czasach równouprawnienia – zarabiają mężczyźni, zarabiają kobiety. Nikt już nie jest od nikogo zależny. Co zatem z tym nieszczęsnym rachunkiem za kawę? Czy naprawdę trzeba walczyć i czepiać się o to dziesięć złotych? Nikt nie zbankrutuje, prawda?

 

Minęło sporo czasu, a ja do dziś z kwaśną miną wspominam jednego z moich adoratorów. Z naszego niedługiego okresu spotykania się, najbardziej utkwiła mi w głowie scenka w knajpie.

Pora obiadowa, doskwiera nam głód, więc kierujemy kroki w kierunku restauracji. Żadne wykwintne miejsce – sieciówka, w której lunch kosztuje 14 złotych. Mój pięknooki brunet przegląda kartę, spogląda na mnie i zaprasza do siebie na zupę, którą ugotował dwa dni wcześniej, bo szkoda, żeby się zmarnowała. Czar prysł.

 

Temat pieniędzy jest niezręczny z wielu powodów. Jak kobieta proponuje, że zapłaci za siebie to nie pozwala wykazać się mężczyźnie. Jak nie proponuje, to znaczy, że jest krypto- utrzymanką, która do końca świata i jeden dzień dłużej będzie trzymała się go jak pijawka. Wokół całego tematu narosło sporo stereotypów i niedomówień.

Jest kilka takich rzeczy, od których dziewczynom miękną kolana. Potrafią sobie same otworzyć drzwi, a jednak jak chłopak zrobi to za nie, to na sercu robi się jakoś cieplej. Nie mają problemu z odsunięciem sobie krzesła. Kawę też potrafią kupić sobie same. Jak się postarają to otworzą też słoik. Okej, dobra. Słoików naprawdę nie umiemy otwierać. Naprawdę radzimy sobie z życiem, ale to nie o to w tym chodzi.

 

Damy sobie radę. Rachunek za kolację nie zrujnuje naszego budżetu. Ale przecież nie o to chodzi, co nie?

 

Bycie dżentelmenem nigdy nie wychodzi z mody. Pierwsze dobre wrażenie można zrobić tylko raz.

Podziel się!

Podobne artykuły

Nie znaczy nie

Bardzo długo nie mogłam zrozumieć statystyk, które wskazywały na to, że większość ofiar przemocy seksualnej dobrze zna swoich oprawców. Przecież gwałcili i obmacywali obleśni faceci w ciemnych uliczkach, a nie nasi wyperfumowani i dobrze ubrani koledzy.

Dobro ma się dobrze + KONKURS z mo.ment!

Wierzę w bezinteresowność. Chce wierzyć, że ma się co najmniej tak samo dobrze jak korupcja, nieuczciwi ludzie i przemoc domowa. Wciąż spotykam ludzi, którzy są aniołami.

Dekolt do pasa, rozporek do połowy uda.

To uwalniające, kiedy zrozumiesz, że najbardziej atrakcyjna możesz być w golfie. To przychodzi z czasem, kiedy znasz już swoje ciało, ale znasz też sztuczki. Masz świadomość, że nogi to twój atut, ale nie musisz nimi załatwiać biznesów z płcią przeciwną.